Droga
z Rudnika przechodzi przez Stróżę i potem dalej, do leśniczówki,
biegnie lasem wzdłuż torów kolejowych. Przemyka obok budyneczku
dawnego przystanku Borowina. Tu od lat nie zatrzymują się już pociągi,
przystanek zbudowano nowy, obok Stróży. Przed laty rozegrało
się tu dramatyczne wydarzenie.
Przy drodze leśnej, nieopodal torów kolejowych linii
Rozwadów - Przeworsk, w pobliżu leśniczówki, na skraju
lasu leży głaz granitowy. Do niego przytwierdzono stalową tabliczkę
z wygrawerowanym napisem:
W tym miejscu 23 IV 1944 r. zginęli z rąk hitlerowców podczas
wykonywania zadania bojowego członkowie ruchu oporu Walenty
Hetnar i Józef Piłat. Cześć Bohaterom. Przy tym kamiennym pomniku,
który położył niżański Związek Bojowników o Wolność i Demokrację,
nieraz pojawiają się kwiaty, zwykle sztuczne.
Pod ten kamień nie udają się oficjalne delegacje, ale zazwyczaj
jest tu spokój i szumi las.
W czasach niemieckiej okupacji podziemie
potrzebowało broni. Nie było o nią łatwo, często trzeba było ją po
prostu zdobyć i to w różny sposób. Rozbrojenie niemieckich żołnierzy
nie było sprawą prostą ani łatwą, zawsze
było ryzykowne, chociaż nieraz się udawało. Linią kolejową Rozwadów
- Przeworsk przejeżdżały transporty ze
sprzętem wojskowym. W pierwszych latach okupacji, a zwłaszcza
w początkowym okresie wojny III Rzeszy ze Związkiem Radzieckim,
transporty jadące koleją do Przeworska, na ogół specjalnie nie były
strzeżone, a często nie miały żadnej wojskowej ochrony. Dlatego
też żołnierze podziemia mieli ułatwiony dostęp do sprzętu
zbrojeniowego. Kolejarze z Rozwadowa, którzy wiedzieli o planowej
akcji zwykle zwalniali bieg pociągu w okolicy Borowiny,
aby konspiratorzy mogli łatwiej wskoczyć do transportu wojskowego.
Otwierano w biegu wagony, wyrzucano skrzynki z amunicją, czasem
udawało się zdobyć broń, zabierano odzież i żywność. Zdarzało się,
że uszkadzano transportowane auta czy też maszyny przeznaczone
na użytek Wehrmachtu. Akcje te były organizowane przy pomocy
zawiadowcy przystanku w Boroinie.
Od 1943 roku Niemcy już dawali
ochronę do składów wojskowych złożoną z Werhmachtu albo Bahnschutzu,
czyli
niemieckiej straży kolejowej, albo też częściej kontrolowali
trasę przejazdu pociągu. Wskutek tego akcje dywersyjne stawały
się coraz niebezpieczniejsze i ryzykowne. Nie wszystko można było
przewidzieć. Dlatego potrzebna była wcześniejsza
informacja o sposobie ochrony transportu. Ale podziemie potrzebowało
broni,
a partyzantka operująca za Sanem dodatkowo jeszcze wojskowego
rynsztunku.
O
nieudanej akcji zdobycia broni tak opowiada świadek tamtych czasów
Stanisław Pelc: Zdobycie broni przez rozbrojenie było sprawą
ryzykowną i trudną. W naszym przypadku w jednej z wielu udanych akcji
straciło życie dwóch kolegów: Walenty Hetnar i Józef Piłat.
Akcję podjęli na własną rękę. W mglistą deszczową noc udali
się z Woliny na przystanek Borowina, aby tam wejść do pociągu
i rozbroić patrol niemieckiej straży kolejowej.
Po wejściu na poczekalnię położyli się na ławce, aby odpocząć.
Nie słyszeli jak na przystanek zajechał samochód
kolejowy z patrolem Mongołów dowodzonych przez Niemca. Na samochodzie
mieli ciężki karabin maszynowy.
Niemiec wszedł na poczekalnię i zaczął ich kontrolować. W pewnym
momencie obaj obalili Niemca na podłogę
i wyskoczyli na pole nie wiedząc, że tam jest patrol. Niemiec
dał rozkaz otwarcia ognia do uciekających i
obaj ugodzeni śmiertelnie kulami zginęli. Niemiec wezwał kilku
mężczyzn ze Stróży, którzy wykopali głębokie doły
i obydwóch zakopali. Parę dni potem nocą rodziny poległych i
koledzy wykopali zwłoki i pochowali na cmentarzu
w Racławicach. Jeszcze tej nocy Niemcy usiłowali dowiedzieć
się kim są zabici, ale pytany zawiadowca przystanku stwierdził,
że są mu nieznani. Również inni ludzie ze Stróży przeczyli jakoby
ich znali.
Walenty
Hetnar urodził się w 1913 r. w Wolinie. Uczęszczał do VI klasy gimnazjum
starego typu w Nisku. Potem
odbywał służbę w Wojsku Polskim, którą zakończył w stopniu kaprala.
Po powrocie z wojska pracował
w Zakładach Południowych w Stalowej Woli. W
sierpniu 1939 roku został zmobilizowany i brał udział w wojnie obronnej.
Po zakończeniu kampanii wrześniowej dostał się do niewoli, ale zbiegł
i wrócił do Woliny. W czasie okupacji pracował w Zakładach Południowych
jako urzędnik. Do konspiracyjnej Narodowej Organizacji Wojskowej zwerbował
go Bronisław Piłat. Był jednym z czołowych konspiratorów w rejonie
Niska. Był żonaty, miał dwoje dzieci syna Eugeniusza i córkę
Helenę.
Józef Piłat urodził się w 1919 roku w Wolinie koło
Niska. Po ukończeniu szkoły powszechnej pracował w warsz-
tacie stolarskim. Potem ukończył szkołę rzemieślniczą. W 1939
roku został przyjęty do Szkoły Podoficerskiej Lotnictwa dla
Małoletnich, ale wybuch wojny przekreślił jego plany życiowe. Był
członkiem Armii Krajowej
w niżańskiej placówce. Mieszkał w Wolinie koło Niska, ale pracował
w stolarni majątku Gerharda Franckego
w Nisku.
Nazwiska obu znajdują
się na tablicach w kościele parafialnym pw. św. Stanisława w Racławicach,
na ścianie kościoła parafialnego pw. św. Józefa w Nisku oraz
na frontonie bazyliki mniejszej w Stalowej Woli.
DIONIZY GARBACZ, "Sztafeta" 12.08.2004