"Nieudana Akcja" -
["Sztafeta" - 12.08.2004]
- "
..


     
Droga z Rudnika przechodzi przez Stróżę i potem dalej, do leśniczówki, biegnie lasem wzdłuż torów  kolejowych.  Przemyka obok budyneczku dawnego przystanku Borowina. Tu od lat nie zatrzymują się już pociągi,  przystanek zbudowano nowy, obok Stróży. Przed laty rozegrało się tu dramatyczne wydarzenie.

   Przy drodze leśnej, nieopodal torów kolejowych linii Rozwadów - Przeworsk, w pobliżu leśniczówki, na skraju
 lasu leży głaz granitowy. Do niego przytwierdzono stalową tabliczkę z wygrawerowanym napisem:
 W tym miejscu 23 IV 1944 r. zginęli z rąk hitlerowców podczas wykonywania zadania bojowego członkowie ruchu  oporu Walenty Hetnar i Józef Piłat. Cześć Bohaterom. Przy tym kamiennym pomniku, który położył niżański  Związek Bojowników o Wolność i Demokrację, nieraz pojawiają się kwiaty, zwykle sztuczne.
 Pod ten kamień nie udają się oficjalne delegacje, ale zazwyczaj jest tu spokój i szumi las.
     W czasach niemieckiej okupacji podziemie potrzebowało broni. Nie było o nią łatwo, często trzeba było ją po
 prostu zdobyć i to w różny sposób. Rozbrojenie niemieckich żołnierzy nie było sprawą prostą ani łatwą, zawsze
 było ryzykowne, chociaż nieraz się udawało. Linią kolejową Rozwadów - Przeworsk przejeżdżały transporty ze
 sprzętem wojskowym. W pierwszych latach okupacji, a zwłaszcza w początkowym okresie wojny III Rzeszy ze  Związkiem Radzieckim, transporty jadące koleją do Przeworska, na ogół specjalnie nie były strzeżone, a często  nie miały żadnej wojskowej ochrony. Dlatego też żołnierze podziemia mieli ułatwiony dostęp do sprzętu
 zbrojeniowego. Kolejarze z Rozwadowa, którzy wiedzieli o planowej akcji zwykle zwalniali bieg pociągu w okolicy  Borowiny, aby konspiratorzy mogli łatwiej wskoczyć do transportu wojskowego. Otwierano w biegu wagony,  wyrzucano skrzynki z amunicją, czasem udawało się zdobyć broń, zabierano odzież i żywność. Zdarzało się, że  uszkadzano transportowane auta czy też maszyny przeznaczone na użytek Wehrmachtu. Akcje te były  organizowane przy pomocy zawiadowcy przystanku w Boroinie.
  Od 1943 roku Niemcy już
dawali ochronę do składów wojskowych złożoną z Werhmachtu albo Bahnschutzu, czyli
 niemieckiej straży kolejowej, albo też częściej kontrolowali trasę przejazdu pociągu. Wskutek tego akcje  dywersyjne stawały się coraz niebezpieczniejsze i ryzykowne. Nie wszystko można było przewidzieć. Dlatego  potrzebna była wcześniej
sza informacja o sposobie ochrony transportu. Ale podziemie potrzebowało broni,
 a partyzantka operująca za Sanem dodatkowo jeszcze wojskowego rynsztunku.

    O nieudanej akcji zdobycia broni tak opowiada świadek tamtych czasów Stanisław Pelc: Zdobycie broni przez  rozbrojenie było sprawą ryzykowną i trudną. W naszym przypadku w jednej z wielu udanych akcji straciło życie  dwóch kolegów: Walenty Hetnar i Józef Piłat. Akcję podjęli na własną rękę. W mglistą deszczową noc udali
 się z Woliny na przystanek Borowina, aby tam wejść do pociągu i rozbroić patrol niemieckiej straży kolejowej.
 Po wejściu na poczekalnię położyli się na ławce, aby odpocząć. Nie słyszeli jak na przystanek zajechał samoch
ód  kolejowy z patrolem Mongołów dowodzonych przez Niemca. Na samochodzie mieli ciężki karabin maszynowy.
 Niemiec wszedł na poczekalnię i zaczął ich kontrolować. W pewnym momencie obaj obalili Niemca na podłogę
 i wyskoczyli na pole nie wiedząc, że tam jest patrol. Niemiec dał rozkaz otwarcia ognia do uciekających
i obaj  ugodzeni śmiertelnie kulami zginęli. Niemiec wezwał kilku mężczyzn ze Stróży, którzy wykopali głębokie doły
 i obydwóch zakopali. Parę dni potem nocą rodziny poległych i koledzy wykopali zwłoki i pochowali na cmentarzu
 w Racławicach. Jeszcze tej nocy Niemcy usiłowali dowiedzieć się kim są zabici, ale pytany zawiadowca  przystanku stwierdził, że są mu nieznani. Również inni ludzie ze Stróży przeczyli jakoby ich znali.

    Walenty Hetnar urodził się w 1913 r. w Wolinie. Uczęszczał do VI klasy gimnazjum starego typu w Nisku. Potem
 odbywał służbę w Wojsku Polskim, którą zakończył w stopniu kaprala. Po powrocie z wojska pracował
 w Zakładach Południowych w Stalowej Woli. W
sierpniu 1939 roku został zmobilizowany i brał udział w wojnie  obronnej. Po zakończeniu kampanii wrześniowej dostał się do niewoli, ale zbiegł i wrócił do Woliny. W czasie  okupacji pracował w Zakładach Południowych jako urzędnik. Do konspiracyjnej Narodowej Organizacji Wojskowej  zwerbował go Bronisław Piłat. Był jednym z czołowych konspiratorów w rejonie Niska. Był żonaty, miał dwoje  dzieci syna Eugeniusza i córkę Helenę.

   Józef Piłat urodził się w 1919 roku w Wolinie koło Niska. Po ukończeniu szkoły powszechnej pracował w warsz-
 tacie stolarskim. Potem ukończył szkołę rzemieślniczą. W 1939 roku został przyjęty do Szkoły Podoficerskiej  Lotnictwa dla Małoletnich, ale wybuch wojny przekreślił jego plany życiowe. Był członkiem Armii Krajowej
 w niżańskiej placówce. Mieszkał w Wolinie koło Niska, ale pracował w stolarni majątku Gerharda Franckego
 w Nisku.
   
Nazwiska obu znajdują się na tablicach w kościele parafialnym pw. św. Stanisława w Racławicach, na ścianie  kościoła parafialnego pw. św. Józefa w Nisku oraz na frontonie bazyliki mniejszej w Stalowej Woli.

  DIONIZY GARBACZ, "Sztafeta" 12.08.2004