"Otwarte pismo do burmistrza niasta Rudnik nad Sanem"
[Joel Korn, Przegląd Rudnicki, 2/2005 (34)]
- "
..


 Po 65 latach nieobecności zwiedziłem 30 sierpnia 2004 roku moje rodzinne miasto Rudnik nad Sanem
i przeprowadziłem z Panem bardzo interesującą rozmowę.
W podarunku od Pana dostałem książkę "Historia jednego miasta nad Sanem", którą z ciekawością przeczytałem.

  Jestem Żydem i mieszkam od 1955 roku w Niemczech, w okolicy miasta Stuttgart.
Mam cztery ojczyzny. Mój stosunek do mojej pierwszej ojczyzny - Polski podczas moich pierwszych 12 lat życia nie był pozytywny, ale to było uczucie wzajemne. Moja druga ojczyzna to Rosja, która uratowała mnie przed holocaustem, spędziłem w niej kolejnych 6 lat. Moja trzecia ojczyzna to Izrael, gdzie żyła i żyje nadal cała moja rodzina, sam żyłem tam 4 lata. Moja teraźniejsza ojczyzna to Niemcy. Dużą część moich myśli poświęcona jest moim ojczyznom.

  Po tak długim czasie postanowiłem odwiedzić moje rodzinne miasto i zobaczyć jak się Rudnik rozwinął. Rudnik ukazał mi się jako spokojne i przyjemne miasteczko. Naturalnie poszukiwałem w nim
moich żydowskich korzeni. Niestety nie mam żadnych konkretnych wspomnień o szczegółach Rudnika. Po tej wizycie muszę stwierdzić, że żadnych śladów życia żydowskiego, ani materialnych, ani ideowych w Rudniku nie znalazłem.

  Świadectwo o tym daje także ta książka o historii Rudnika. Na 289 stronach jest tylko parę zdań, które dotyczą historii rudnickich Żydów. Napomyka się, że przed wojną Rudnik miał 6900 obywateli, wśród których było 2000 Żydów. Pierwszy cmentarz żydowski został założony w roku 1563 i od tego czas Żydzi mieszkali w Rudniku.
W średniowieczu Polska dała Żydom schronienie, kiedy byli prześladowani w krajach zachodniej Europy. Polscy królowie i książęta zapraszali Żydów do kraju nie z miłości bliźniego, a z nadziei na korzyści. Obiecywali Żydom tolerancję i dotrzymali słowa. Niestety w XIX i XX wieku rozwinął się w Polsce antysemityzm.

  W książce o rudnickiej historii przedstawione są szczegółowo akcje ratowania zbiegłych radzieckich jeńców albo angielskich lotników. O ratowaniu chociażby jednego Żyda albo żydowskiej rodziny w Rudniku nie opowiada się.

  Książka ta nasuwa stwierdzenie, że teraźniejsi Polacy wstydzą się swoich byłych żydowskich sąsiadów. Nie ma
w niej ani słowa o zasługach żydowskich kupców i rzemieślników, którzy swoją działalnością wnieśli duży udział do rozwoju całej gospodarki. Jestem pewien, że rozwój koszykarstwa w Rudniku był nie tylko zasługą hrabiego Hompescha, ale również rudnickich Żydów, którzy przez powiązania handlowe w dużym stopniu przyczynili się do dystrybucji towarów na rynki zagraniczne.

  Na listach osób cywilnych, które zginęły na początku wojny w 1939 roku, Żydzi nie zostali uwzględnieni, chociaż byli obywatelami Rudnika. Los tych 2000 żydowskich mieszkańców nikogo nie interesuje. W miasteczku nie znalazłem nawet tablicy pamiątkowej o rudnickich Żydach. To się nazywa falsyfikowanie przeszłości. Polacy, którzy posiadają tak silną świadomość historii wypierają jej część.

  Znakomity polsko - żydowski poeta Julian Tuwim w 1944 roku napisał manifest "MY, ŻYDZI POLSCY", w którym on, w imieniu dużej części Żydów polskich z całego serca przyznaje się do polskości. Pisze: "Na opaskach, jakie nosicie w ghetcie, wymalowana była gwiazda Dawida. Wierzę w taką Polskę, w której ta gwiazda, ta z opaski, stanie się jednym z najwyższych odznaczeń, udzielanych najwaleczniejszym żołnierzom i oficerom polskim.
Będą ją oni z dumą nosić na piersi obok dawnego Virtuti Militari. Będzie i Krzyż Ghetta - nazwa głęboko symboliczna. Będzie Order Żółtej Łaty - zaszczytniejszy niż niejedno dotychczasowe świecidło.
I będzie w Warszawie, i w każdym innym mieście polskim, pozostawiony, utrwalony
i konserwowany jakiś fragment ghelta w niezmienionej postaci, tak jak go zastaniemy, w całej grozie zgliszcz
i zniszczenia. Otoczymy ten zabytek hańby naszych wrogów a chwały naszych umęczonych bohaterów łańcuchami, odlanymi ze zdobytych hitlerowskich armat, i świeże żywe kwiaty będziemy co dzień wplatać między żelazne ogniwa, aby po wieczne czasy świeża i żywa pozostał pamięć przyszłych pokoleń o zmasakrowanym narodzie, i jak znak, że zawsze żywy i świeży jest nasz ból po nim. Będziemy tam prowadzić dzieci i opowiadać
o najpotworniejszym w dziejach świata męczeństwie ludzi".

  Oto tak marzył Julian Tuwim. I co on musiał przeżyć ? Pogrom w Kielcach i miasta Galicji bez śladu byłego żydowskiego życia. Na murze starego cmentarza w Zakopanem górale umieścili napis: "Narody tracąc pamięć tracą życie". Życzę obywatelom Rudnika by zachowali pamięć i życie.
Byłbym bardzo wdzięczny za opublikowanie mojego pisma w wychodzącej w Rudniku gazecie.