"Powstańcy z Rudnika"
["Sztafeta" - 15.04.2004]
- "
..


     U wejścia cmentarza rudnickiego stoi obelisk
z orłem u szczytu. U góry napis "1863". Cały obelisk, do którego  prowadzą trzy stopnie z wszystkich stron, otoczony jest grubym metalowym łańcuchem zawieszonym na  czterech słupkach. Obelisk jest z betonu i kamieni. Na nim tablica z marmuru z napisem: Poległym za Ojczyznę.  Przed postumentem betonowy właz z czterema metalowymi rękojeściami. Pomnik poświęcony powstańcom został  odsłonięty na cmentarzu parafialnym w 1927 roku.

  Wcześniej pomnik powstańców z 1863 roku znajdował się w innym miejscu, potem został przeniesiony i w wersji  późniejszej stoi do dziś. Pod pomnikiem pochowano weterana powstania Ludwika Sokalskiego. Doczekał on
 wolnej Polski, zmarł w 1927 roku. W jego uroczystym pogrzebie uczestniczyli przedstawidele władz powiatowych
 i wojewódzkich. Na cmentarzu w Rudniku oprócz Sokalskiego pochowani są inni uczestnicy powstania  styczniowego: Józef Pilawski, Niewola-Niewolkiewicz, Dziedzic, Madej, Binkowski, ks. Jan Chryzostom Miksiewicz.

  W powstaniu styczniowym uczestniczyli nie tylko Polacy z zaboru rosyjskiego. Uzbrojone polskie oddziały  wkraczały z pruskiego i austriackiego zaboru do Kongresówki, by walczyć z zaborcą rosyjskim. To prawda, że  prawie żaden z galicyjskich oddziałów nie przedarł się w głąb terytorium Kongresówki, lecz zazwyczaj po  przekroczeniu granicy staczał boje z przeważającymi siłami carskimi i wracał do Galicji składając broń lub szedł
 w rozsypkę. Te akcje przynosiły straty w ludziach i sprzęcie, ale jak mówi Józef Białynia-Chołodecki, kronikarz
 powstania styczniowego: misja tych oddziałów nie byla bezcelową, gdyż ułatwiała akcję wewnątrz kraju
 i podsycała zarzewie powstania w nadziei interwencji mocarstw, którą się przez długi czas łudzono.

   Rudnik leżał blisko granicy rosyjsko-austriackiej stąd też w jego okolicy tworzono obozy wojskowe, w których  szkolono młodych ludzi mających zasilić szeregi powstańcze w walczącej Kongresówce. Jeden obóz znajdował się  w tzw. Dolinach, drugi już w rejonie Tarnogóry na tzw. Kobylej Górze. Komitetowi powstania zajmowali się  werbowaniem przyszłych powstańców. Takimi byli patrioci z Rudnika ks. proboszcz Jan Miksiewicz oraz  nadleśniczy Jan Stiller. Brat księdza Miksiewicza również czynnie był zaangażowany we wspomaganie powstania
 przeprowadzając powstańców do Rudnika albo też przesyłając do Królestwa broń i pieniądze. A działalność ta nie  była wcale łatwa. Jeden z organizatorów powstańczych w skardze do komisarza pełnomocnego Rady Narodowej
 na Galicję donosił: żołd płaci się tak w mieście Rudniku, jako też w okolicy po 25 centów od jednego, co od
 200 ludzi wynosi dziennie 50 fl. waluty austriackiej. Zaś utrzymanie 60 koni dziennie od jednego do 30 centów,  razem 18 fl. waluty austriackiej. Z boleścią tu wspomnieć muszę, ze w okolicy tamtejszej obywatele nie  poczuwając się do obowiązku przyczynienia się czymkolwiek dla sprawy, za wszystko każą sobie gotówką płacić,  nie wyłączając nawet niektórych księży, którzy najobojętniej traktują wszystko, co wymaga ofiar i współudziału.  Józef Pilawski zwerbował do powstania z Rudnika i pobliskiego rejonu trzydziestu sześciu mężczyzn. Tak że obóz  w Dolinach liczył sto osób. Trzeba dodać, że werbunek musiał odbywać się w konspiracyjnych warunkach,  ponieważ austriacka straż graniczna a zwłaszcza żandarmeria inwigilowała ludzi podejrzanych o pra
cę dla  powstania i nieraz dochodziło do aresztowań.

    Obóz w Dolinach, choć był tak duży jak na Kobylej Górze. Tu jednak odbywało się szkolenie, tu także składano  przysięgę. Jako że przyszli bojownicy mieli niedaleko do domu mogli, za pozwoleniem komendanta obozu, udawać  się na przepustkę do domu po żywność i pieniądze. Trzeba dodać, że do powstańczych obozów trafiali również  rozbitkowie z oddziałów walczących z Rosjanami. Wspomniany wcześniej powstańczy organizator donosił na  początku listopada 1863 roku komisarzowi pełnomocnemu na Galicję: Będąc świadkiem nieszczęśliwej wyprawy  jen. Waligórskiego w okolicy Rudnika, a stąd rozproszenia się ludzi, ich zdemoralizowania i zatraty wielu przyborów  wojennych, wymagała nagła potrzeba i święty obowiązek dla sprawy powstania, ażeby to złe nieprzewidziane,
 o ile można, choć w części naprawić. Tym celem, otrzymałem polecenie i pisemne upoważnienie, ad A od  Wydziału  Obwodowego Rzeszowskiego, ażebym co rychlej zajął się ściągnieniem rozproszonych ludzi,  zgromadzeniem takowych na pewne punkta, organizowaniem tychże i przysposobieniem ich do wyjścia w granice  Kongresówki pod przewodnictwem chętnego i zdolnego oficera, posiadającego zaufanie ludzi, po największej  części zniechęconych i upadłych na duchu, a pozbawiohych tak moralnych, jako też materialnych środków
 ku dźwignieniu się na nowo i prędko do sił poświęcenia się dla sprawy, od której na samym wstępie tak
 nieszczęśliwie odcięci zostali.
       Przy tej trudnej i nader niebezpiecznej operacji organizowania na nowo małego  oddziału w miasteczku  Rudniku, gdzie po rozbiciu oddziału Cieszkowskiego oczy czujnej straży austriackiej  najbardziej są zwrócone,  udało mi się przy pomocy zjednanych oficerów rozproszonego oddziału, tak w samym  mieście, jako też w jego  okolicach, zebrać i skoncentrować do 200 ludzi, dla których z mocy powołanego  upoważnienia wybrałem na  tymczasowego przewodnika, pod warunkami w tymże upoważnieniu zastrzeżonymi,
 płk. Dąbrowskiego. Jak się potem okazało wybór dowódcy płk Dąbrowskiego nie był dobry. Jeden z powstańców,  Jan Nałęcz Roztworowski, gdy przekroczył ze swoimi ludźmi San i znalazł się w grudniu 1863 roku w Galicji, w Rud-
 niku dla niego wydało się całkiem dziwne, że tłumy powstańców w bardzo porządnych mundurach przechadzały  się za pan brat z żołnierzami austriackimi i nikt ich nie zatrzymywał. Należeli do oddziału jakiegoś Dąbrowskiego,  który czekał stosownej chwili, aby wejść do Królestwa. Dąbrowski czekał długo na te sposobność ale jak pierwszy
 raz przeszedł, uznał, że to nie jest dobry czas i natychmiast wrócił do Galicji i nadal czekał na stosowne
 okoliczności. A gdy później wreszcie przeszedł znowu za kordon zaczął narzekać, że ładunków do karabinów ma  za mało i bagnety do karabinów nie pasują i nie będzie ryzykował boju z kozakami. Ówże Roztworowski dziwił się  dlaczego Dąbrowski dopiero teraz spostrzegł niedokładność swego uzbrojenia i bądź co bądź oświadczył, że wraca
 do Galicji. W końcu jego oddział wpadł na przeważające siły nieprzyjaciela i poszedł w rozsypkę.

    Z rejonu Rudnika i Krzeszowa wyruszały oddziały powstańcze za kordon. Z jednej strony narażone były na  akcję  prewencyjną Austriaków, z drugiej, po szczęśliwym przekroczeniu Sanu i granicy, musieli się liczyć ze  zmasowanym atakiem rosyjskiego wojska. Gdy w połowie października gen. Waligórski przekraczał San ze swym  liczącym tysiąc ludzi oddziałem, został zaskoczony przez Austriaków i około 100 przyszłych powstańców dostało  się w ich ręce. Zdecydowana większość przedarła się na rosyjską stronę i
Waligórski pociągnął ochotniczy oddział  w kierunku Radomyśla i Zaklikowa.
 
   W Rudniku gromadzono broń, żywność i konie dla powstańców.
 Broń dostarczano z Rzeszowa i Dębicy. Stąd przerzucano ją oraz inny sprzęt wojskowy dla walczących  powstańców w Lubelskiem i Podlaskiem. W Lubelskiem powstańczymi oddziałami dowodzili generałowie Kruk  (Michał Heidenreich) i Aleksander Waligórski. Ten ostatni był hrabią i pułkownikiem w armii szwedzkiej oraz  profesorem szkoły wojskowej w Genui. Przeszedł do powstania i wstąpił do oddziału Langiewicza.
 7 marca 1863 i został mianowany jenerałem kwatermistrzem. Później dowodził własnym oddziałem. Po powstaniu
 emigrował i zmarł we Francji. Syn jego poległ w powstaniu 6 maja 1863 w bitwie pod Kobylanką.

    Powstańców z Rudnika dołączano do nowych, formowanych w rejonie miasta oddziałów. Nocą umówieni  przewoźnicy przeprawiali powstańców z okolicy Bielin i Koziarni przez San na tereny ogarnięte powstaniem.  Powstańcy z Rudnika walczyli pod Potokiem, w Sandomierskiem, pod Opatowem, w Górach Świętokrzyskich
 i w Hrubieszowskiem. Bili się w oddziałach dowodzonych przez Lelewela, Langiewicza i Dąbrowskiego.
 W powstaniu zginęło pięciu rudniczan: Józef Gałgan, Andrzej Sekulski, Franciszek Skiba zginął pod Potokiem, Jan  Józef Sztaba zginął, jak wcześniej podano, pod Hutą Krzeszowską, Jan Zagaja pod Horodłem Hrubieszowskim.  Wszyscy zginęli w 1863 roku.
  
   Tomasz Brytan w swojej książeczce o wyprawie Czechowskiego w Lubelskie  przytacza opis śmierci kleryka  Józefa Sztaby z Rudnika: Józef Sztaba wraz z trzema towarzyszami obskoczony w lesie przez 10 moskali bronił się  walecznie. Chociaż już kulą ranny w nogę, bagnetem położył 2 moskali, a  przeszło pól godziny walczył
 z sześcioma pozostałymi. Lecz gdy mu już sił zabrakło, karabin wysunął się z omdlałej dłoni - wtedy moskale
 z wściekłością rzucili się na bezbronną ofiarę i okropnie skłuli bagnetami. Zdzierając z zabitego odzież,  przestraszeni szelestem z pobliża, dla pośpiechu zabrali buty wraz z uciętymi nogami. Sztaba walczył w marcu  1863 roku w Lesie Ciosmańskim pod Hutą Krzeszowską w oddziale płk. Czechowskiego. Dziś leży pochowany na  cmentarzu w Hucie Krzeszowskiej.

   Z Rudnika w powstaniu, oprócz wcześniej wymienionych  uczestniczyli: Michał Bieńkowski, Konstanty Bielecki -  ranny w głowę pod
Panaszówką w Sandomierskiem, Edward  Domański - ranny w rękę pod Zwierzyńcem, Ludwik  Dziedzic, Józef Federowicz, Michał Filuba, Jan Gancarz - przenosił broń, Gawroński, Antoni Grzybowski,  Franciszek Kielian, Franciszek Krzanowski - walczył w Górach Świętokrzyskich, Józef Krzewicki,
 Jan Miksiewicz - ks. proboszcz rudnicki był komitetowym i agitatorem, Morski - posterunkowy przenosił broń,  Niewola - Niewolkiewicz - leśniczy, Orliński, Franciszek Osetek, Józef Pilawski - kwatermistrz obozu, Franciszek  Ptaszek - ranny pod Potokiem, Jan Sekulski - ranny w rękę i ciężko w nogę, chromy, Franciszek Sekulski - zmarł  w Rudniku w 1916 r., Michał Sekulski, Ludwik Sokalski - ranny w rękę i głowę  pod Zwierzyńcem, Jan Stiller -  komitetowy powstania, zmarł w 1931 r., Antoni Sztaba, Wojdech Sztaba zm. w 1903 r. w Rudniku,
 Franciszek Wojtaś, Jan Wojtaś, Tomasz Wojtaś, Józef Worsa, Józef Żuraw - ułan.
 Tylko nieliczni z nich doczekali Polski niepodległej.

  DIONIZY GARBACZ