Andrzej
Fedurek
urodził się w 1973 roku. Przez pierwsze trzy lata życia mieszkał w
Bielinach, później
z rodzicami przeprowadził się do Rudnika. Jego pierwsze zetknięcie
się z plastyką miało miejsce w szkole podstawowej. Tak wspomina
ten okres :
- W nauczaniu początkowym bardzo lubiłem malować sarenki. I
za te sarenki najczęściej byłem chwalony.
W takim wczesnym wieku jest to bardzo ważne dla małego dziecka,
które oczekuje nagrody, pochwały za swoją pracę.
W starszych klasach szkoły podstawowej nad rozwojem
talentu Andrzeja czuwała pani Krystyna Wiche, która pomogła
mu również uwierzyć w swoje możliwości. Po ukończeniu szkoły podstawowej
jego zainteresowania plastyką ostygły. Wynikało to z innego
spojrzenia na plastykę.
- Wydawało mi się, że plastyka nie jest tak bardzo przydatna
i użyteczna społeczeństwu. Nie miałem wtedy żadnego pojęcia
o sztuce, o reklamie, w której też można wykorzystać sztukę.
- W Zasadniczej Szkole Zawodowej zaczęło mi tego brakować. Często
zdarzało się, że uczniowie z liceum przychodzili do mnie i prosili
o pomoc w narysowaniu, bądź namalowaniu czegoś, ponieważ sobie nie
radzili. Radość sprawiało mi później, że akurat te osoby otrzymywały
bardzo wysokie oceny i utwierdzało w przekonaniu, że mój poziom
nadal się utrzymuje - z zadowoleniem wyznaje.
W technikum chętnie brał udział w konkursach plastycznych np.
z okazji Dnia Sportu, obchodów miejskich,
w których otrzymywał najwyższe nagrody. W tym czasie zetknął
się po raz pierwszy z reklamą. W 1992 roku otrzymał swoje pierwsze
zlecenie reklamowe. Był to kucharz stojący obecnie obok MOSiR w Rudniku.
Od tamtej pory bardzo często otrzymywał propozycje z branży
reklamowej.
Po ukończeniu technikum rozpoczął naukę w studium z zakresu
księgowości, którą przerwał ze względu na finanse, poza tym
po zdaniu matury chciał studiować. Po krótkiej przerwie podjął pracę
w "Mostostalu", jako monter.
- Nabyłem tutaj dużo nowych doświadczeń, które
przydały mi się później w reklamie np. przy konstrukcjach metalowych,
rozwiązaniach technicznych - wyjaśnia.
Kolejny okres to rozpoczęcie studiów wyższych na kierunku wychowanie
plastyczne w Lublinie, obecnie edukacja artystyczna w zakresie
sztuk plastycznych. Ze względów finansowych ponownie przerwał naukę.
Po krótkim czasie wrócił na studia i obecnie jest na czwartym
roku. Ponadto pracuje w jednym z najlepszych osiedlowych Domów
Kultury w Lublinie pod kierownictwem pani Małgorzaty Kulik
oraz współpracuje z pracownią reklamową KGM.
Osobą, która wpłynęła na rozwój jego zainteresowań,
była jednak wspomniana już wcześniej pani
Krystyna Wiche.
- Serdecznie pozdrawiam panią Krystynę i dziękuję za wszystkie
wskazówki i rady, jakie mi w tym okresie udzieliła - mówi nasz
bohater.
Bardzo serdecznie Andrzej wspomina jednego z malarzy, pana Jurka
Hnatiuka, pracującego w 1995 roku nad odnowieniem rudnickiego
kościoła.
- W związku z tym, że część prac konserwatorskich było wykonywanych
także na plebani, miałem możliwość podpatrzenia, jak wygląda
prawdziwy warsztat malarski. Dla nas uczniów ze szkoły podstawowej
czy średniej była to okazja, by zobaczyć malowanie farbami olejnymi,
poczuć prawdziwy zapach farby. Od tamtej pory zacząłem coraz
częściej malować, niemalże codziennie i to z pozytywnym skutkiem.
To były moje pierwsze prace olejne. Malowanie stało się dła
mnie zajęciem wiodącym - wspomina.
Bardzo często trafiam na dobrych, właściwych ludzi, którzy potrafiąmnie
docenić, dowartościować, pomóc
w dążeniu do wybranych celów i spełnieniu marzeń-dodaje Andrzej.
Do takich osób zalicza śp. pana Wiesława Olko oraz panią
Annę Olko, która do dziś interesuje się jego malarstwem.
Dużo też zawdzięcza swoim kolegom ze studiów. Przebywanie w bardzo
dobrej grupie zmotywowało go do lepszej pracy, pozwoliło zdobyć
nowe doświadczenia, spojrzeć krytycznie na swoje prace.
- Nie mogę też nie wspomnieć o mojej dziewczynie Ariadnie, która
przez cały czas wspiera moje malarstwo
i mocno w nie wierzy. To ona motywuje mnie do tego, by malować
dobrze przez cały czas. I to bardzo cieszy.
Obrazy Andrzeja mogli zobaczyć nie tylko mieszkańcy Rudnika,
ale także Jeżowego, Racławic, Ulanowa i Lublina. Najbardziej
młody artysta ceni sobie jednak wystawę okolicznościową z okazji "Wikliny".
- Cieszę się, że taka impreza jest co roku organizowana Staram
się z roku na rok dobrze do niej przygotować
i zawsze zaprezentować nowe prace, by pokazać, że się rozwijam
i chcę coś nowego zaofiarować, mam możliwość wykazania się.
Najchętniej maluje martwą naturę, kwiaty, pejzaże. Najczęściej
wybiera technikę mieszaną bądź ksperymentalną. Jako narzędzie
pracy lubi posługiwać się szpachlą.
- Daje to większą swobodę i możliwości wydobycia czegoś.
Pytany, jak długo czasu potrzebuje na namalowanie obrazu, Andrzej
odpowiada :
- Wpływa na to wiele czynników. Zależy to od dyspozycji, danego
dnia, nastroju, humoru. Można wykonać jedną pracę w ciągu kilkudziesięciu
minut, inną miesiąc, a nawet lata. W zależności od tego co to jest
i co się chce uzyskać. Bywa czasami tak, że po godzinnej pracy
człowiek jest tak wyczerpany, że nie jest w stanie przez dłuższy
czas pracować.
Twoja recepta na życie to...
- Jestem raczej optymistą. Najważniejsze to iść do przodu, nie
oglądać się wstecz. Jeżeli już się popatrzy za siebie, to tylko
po to, aby przeanalizować, co się zrobiło i wyciągnąć z tego wnioski
na przyszłość. Przede wszystkim zakładać sobie jakieś cele i
starać się je realizować. Kiedy na przykład coś się nie uda, to próbować
po raz kolejny.
Spośród innych zainteresowań Andrzej wymienia piłkę nożną. Dopinguje
tym polskim jak i rudnickim orłom. Docenia ich grę, cieszy się
z każdej ich wygranej.
W najbliższej przyszłości pragnie ukończyć szkołę, odnaleźć
się w sztuce, robić coś naprawdę wielkiego.
- Mierzę tymi kryteriami, jakie sobie wyznaczę. Ja na przykład
parę rzeczy odnalazłem dla siebie, ale wiem,
że wiele pragnąłbym jeszcze odnaleźć. Optymizmem napawa mnie
to, że ostatni wybitni twórcy malarstwa byli mocno związani
z reklamą. Mam nadzieję, że ja także się w sztuce odnajdę i zapiszę.